Sudety MTB Challenge pojechałam w parze ze Steffi Frütel, w klasyfikacji drużyn kobiecych, z bazą w Stroniu Śląskim. Prolog nie był udany. Tydzień regeneracji po Le Tour du Mont Blanc to było za mało. Nie zauważyłam strzałki na rozjeździe i wjechałyśmy na trasę jutrzejszego etapu. Organizatorzy zgodzili się, żebyśmy najkrótszą drogą wróciły na właściwą trasę i dostały czas najgorszego teamu, bez dyskwalifikacji. Steffi przejechała wszystko idealnie.
Na pierwszym etapie noga podawała lepiej, ale przez prolog startowałyśmy z ostatniego sektora i utknęłyśmy w korku na pierwszym podjeździe. Dojechałyśmy jako 18. z 39 drużyn. Drugi etap, 68 km i 2200 m ze Stronia do Barda, to stromy zjazd z Czernicy, długi kamienisty odcinek granią wzdłuż granicy z Czechami, moje bliskie spotkanie z drzewem i upadek Steffi z rozbitym łokciem. Trzeci, 50 km do Głuszycy, był spokojniejszy, choć z kamieniami i burzą. Organizacja była dopięta na ostatni guzik, a Grzegorz Golonko był wszędzie na trasie.
Królewski etap do Karpacza miał ponad 90 km i prawie 2800 m w górę. Do bufetu na przełęczy Okraj jechałyśmy jako pierwsze kobiety. Potem Steffi miała wywrotkę i kapcia, a mnie zepsuła się przednia przerzutka i przez ostatnie 15 km zmieniałam blat ręką. Na ostatnim etapie wokół Karpacza było błoto po kostki, pęknięty kask, a 3 km przed metą upadek na bruk i dwa szwy na brodzie. Najważniejsze, że obie dojechałyśmy i wygrałyśmy kategorię drużyn kobiecych.


























